Piórem i obiektywem...
Foto   Rysunki   Wiersze   Nagrania/linki  Imprezy wywiady

Zaczęło się niewinnie... Pierwsze sklecone zwrotki i kilka zdjęć aparatem "dla małpy" w rozdzielczości 1 mpx. Z czasem, słowa posklejane do kupy i ubrane w rym zaczęły coś mówić. Docierały do słuchaczy. Namiastkę aparatu fotograficznego zastąpiły cyfrowe lustrzanki z w miarę dobrymi szkłami. Wzrok szukał sytuacji i kadrów nie wypozowanych, naturalnych i nie przerysowanych. Zaprocentowało. Mimo braku artyzmu, opinie widzów były jednoznaczne. Prawie każdy twierdził, że w fotografiach widać życie i coś co wzrok przyciąga. Poezja natomiast wbijała gwóźdź w ścianę, na którym z wielką przyjemnością krytycy wieszali swoją dezaprobatę. I słusznie. Od tego są. Od wieków wykuwano dla nich medale tylko za to że umieją nazwać to co stworzyli inni. Mimo to moje wierszydła trafiały do szerokiej rzeszy odbiorców. To mobilizowało, umacniał się bunt przeciwko noszeniu lektyk dla obcych idei. Próby okiełznania mojej dzikości sprawiały tylko, że czułem się jak w kajdanach. Nigdy nie byłem i nie będę poetą. Jestem wyłącznie pasjonatą dla którego rym w poezji jest numerem jeden. Nie interesuje mnie więc czy coś jest poprawne technicznie. To ma tylko być piękne i grać na emocjach. Szukając człowieka w człowieku szedłem swoją ścieżką. Idę nią do tej pory. Brawa, prośby o bis, łzy wzruszenia które wielokrotnie widywałem na policzkach - są najpiękniejszym dla mnie orderem.

(...)

Wewnętrzną tocząc wojnę

po stokroć widziałem

wersy w patos strojne,

obszyte banałem.